fot. @kubitheproducer

„Aby Śmierć Miała Znaczenie” oraz „Kwiat Polskiej Młodzieży” – po tych dwóch płytach nagranych z Bedoesem w klasycznym układzie mc/producent, Kubi decyduje się pójść krok dalej i tworzy w całości album producencki. Współpraca z Młodym Borkiem przyniosła mu rozpoznawalność na scenie, ustawiła go w szeregu z najbardziej utalentowanymi beatmakerami w Polsce i pozwoliła nastolatkowi podpisać kontrakt z Sony Music Poland. O ile w przypadku płyty z jednym raperem z pewnością łatwiej o chemię i spójność materiału, o tyle dobór wielu artystów, a co za tym idzie wzięcie za nich odpowiedzialności i dopasowanie produkcji pod ich style może być już trudniejszym wyzwaniem. Jak to wygląda w przypadku Kubiego i albumu „+18”?

Dosyć bezpiecznie. Na projekcie znalazło się aż 34 gości, ale spora część z nich to albo osoby, z którymi młody producent już współpracował, m.in. Żabson, Borixon, Szpaku, Beteo, ReTo, Kaz Bałagane czy skład 2115, albo raperzy równie dobrze odnajdujący się w trapowych klimatach preferowanych przez Kubiego. Wśród kolaboracji na uwagę zasługuje utwór „9 żyć” z udziałem Otsochodzi, Schaftera i PlanaBe, w którym panowie odnajdują idealny balans między swoimi stylówkami. Lekko skrzeczący głos Adiego Nowaka i głęboki wokal White’a w „Chemii miłości” to najmniej oczywiste połączenie na płycie i jednocześnie dowód na to, że szukanie niebanalnych rozwiązań popłaca. Takich kawałków powinno być zdecydowanie więcej. Gedz, Solar oraz Jan Rapowanie w utworze „Golem” nie silą się na techniczne popisy, a naturalność i szczerość w głosach zdecydowanie ich wyróżnia w towarzystwie reszty raperów. „Marlboro” z udziałem White’a brzmi jak wyjęte z płyty reprezentanta SBM, jednak w delikatnie rockowej konwencji z gitarą w tle taki schemat zawsze się sprawdza. Zeamsone w solowym kawałku „Królowe” jest już natomiast do bólu nudny i przewidywalny. Za dalekie odloty Żabsona zarówno w przypadku modulowania głosu, jak i warstwy tekstowej, sprawiają, że przez jego zwrotki w „Pozdro” i „Supermanie” trudno przebrnąć.  Zamykając kwestię gości, zdecydowanie najciekawiej wyglądają kolaboracje, które na projekcie „+18” w takich zestawieniach słyszymy po raz pierwszy.

Z racji tego, że jest to płyta producencka, pod którą podpisany jest Kubi, trzeba zwrócić uwagę na jej brzmienie samej muzyki. Producent zrobił album w klimacie, w którym najlepiej się czuje. Trapowe podkłady okraszone intensywnymi cykaczami, które wysuwają się na pierwszy plan niemalże w każdym z utworów. Perkusja, momentami gitarowe akcenty to kolejne z elementów charakterystycznych dla płyty. Imprezowe bangery są przeplatane utworami  nieco spokojniejszymi i wolniejszymi, ale spójnie utrzymanymi w muzycznych ramach albumu. W hardkorowym „Pozdro” z Żabsonem i Sapi Tha Kingiem dzieje się trochę za dużo. „Nie zatrzymuj mnie” z Kaenem, Ptakovą i Bezczelem to najbardziej popowa produkcja na płycie, która niestety niczym się nie wyróżnia. Do grona najlepszych bitów zdecydowanie można zaliczyć za to „Salut” z Alcomindz i Szopenem, „Hajs” z Sapi Tha Kingiem, Kuqe i Flexxym oraz wspomnianą już wcześniej „Chemię miłości”. Są to produkcje najbardziej harmonijne, z płynącą linią melodyczną, odpowiednio wzbogacone dodatkowymi partiami instrumentów. „Good Bye” z duetem Coals to z kolei elektro-EDM’owa wycieczka, która całkowicie wychodzi poza schemat albumu. Jest to właściwie jedyny utwór, który kompletnie nie pasuje do reszty, ale zasługuje na uwagę.

W jakim stopniu zatem album „+18” jest udany? Kompozycje są w dużej mierze spójne, oparte na trapowej konwencji, dobrze zaaranżowane. Kubi stworzył płytę charakterystyczną dla siebie i swoich wcześniejszych produkcji. Poza jednym czy dwoma eksperymentami, które nie do końca się obroniły, bity są na naprawdę wysokim poziomie, a w przypadku płyty producenckiej to aspekt najważniejszy.  Zdecydowanie lepiej – biorąc pod uwagę również zestawienie gości – wypadają utwory przyjemniejsze, bardziej uporządkowane, których jest na szczęście więcej. Nie do końca trafiony okazał się niestety dobór gości. Gospodarz albumu postawił na swoich ludzi, po których doskonale wiedział, czego może się spodziewać. Część z nich nie wykorzystała dobrze dobranych podkładów i po prostu zmarnowała materiał na świetne kawałki. Żabson, Multi, ReTo, Beteo czy Zeamsone byli w stanie wycisnąć zdecydowanie więcej z udostępnionych im produkcji. Kubi jednak po raz pierwszy musiał się zmierzyć z tak olbrzymią różnorodnością gości na jednym albumie, więc jest to element, który w przyszłości będzie już pewnie bardziej dopracowany. Gospodarz gra pierwsze skrzypce, raperzy stanowią dodatek, co w przypadku takiej płyty jest olbrzymią zaletą. Reasumując – pod względem produkcyjnym wielkie brawa, dobór gości i zadbanie o ich wokale do małej poprawy.

OCENA: 7,5/10

Autor tekstu: Kamil Starczewski

Facebook Comments