fot. @KobikOne012

Opus Dei (łac. Dzieło Boże) jest instytucją Kościoła katolickiego. Jej głównym celem jest uświadamianie ludzi, że codzienna praca w postaci wypełniania obowiązków rodzinnych czy zawodowych, ma być dla nich drogą do świętości. Właściwie ta namiastka tego, co kryje się za tytułem nowej płyty Kobika w pełni oddaje charakter płyty i podpowiada nam, jaką drogę przeszedł artysta, by znaleźć się w miejscu, w którym obecnie jest.

„Opus Dei” jest trzecim oficjalnym albumem reprezentanta BOR, na którym znajdziemy 12 utworów + skit. Wśród gości znajdują się Koldi, Young Igi, a także kompani z wytwórni – Paluch, Szpaku i Joda. Za warstwę muzyczną odpowiadają za to m.in. PSR, Kudel, Shdow i wielu innych. Od ostatniego legalnego wydawnictwa, czyli płyty „Sygnatura” minęły 2 lata, ale w międzyczasie raper wypuścił 2 mixtejpy oraz projekt „Nemezis”, wydany poza oficjalnym obiegiem. Już to nam mówi, że Kobik jest tytanem pracy, który nie robi sobie przerwy i ciągle działa. Ilość tworzonej muzyki robi wrażenie, a jak to się przekłada na jakość na najnowszej płycie?

Album otwiera „Nie od dziś”. Mocny numer z linijkami o byciu sobą i dążeniu do celu pomimo krytyki innych osób. Sztandarowy utwór, idealnie wprowadzający nas w tematykę płytę. Kolejne tracki pod względem treści to przede wszystkim powielanie przesłania z pierwszego kawałka i udowadnianie słuszności swojej pozycji. Gloryfikacja ekipy BOR, konsekwencja w swoich działaniach, hierarchizacja wartości – na pierwszym miejscu bliscy i określone zasady, o czym mówi w tytułowym utworze – Mamy własny kodeks niczym opus dei. Nie jest to jednak zarzut. Kobik cały czas jest naturalny w tym co robi, a charyzma jaką posiada, pozwala mu na taką małą monotematyczność. Porusza więc kwestie, które dla niego i jego ekipy są najważniejsze.

Podobnie sprawa ma się z muzyką. Płyta jest dobrze wyprodukowana, brzmienie całości jest bardzo spójne i świetnie komponuje się z wersami. W głównej mierze jednak bity są oparte na tym samym patencie – mocno rapowe, ale nowoczesne i ekspresywne produkcje, które jednak na szczęście są tłem dla gospodarza, a nie odwrotnie. W tej materii na wyróżnienie zasługują przede wszystkim  wspomniane już„Nie od dziś” i zamykające album „Dozo” (w obu przypadkach za bit odpowiadał Shdow) oraz „Anime” z gościnnym udziałem Young Igiego (prod. Kudel).

Przechodząc do kwestii gości. Najlepiej w tym zestawieniu wypada wywołany przed chwilą Young Igi. Bit, jakby trochę wyprodukowany pod młodego rapera w połączeniu z jego sprawnie modulowanym głosem, dodaje kolorytu i jest jednym z najjaśniejszych punktów na albumie. W utworze „Ta akurat” możemy usłyszeć Koldiego, który w swoim stylu dobrze wpasował się w klimat płyty i dał powody, aby śledzić jego ruchy. Paluch, Joda i Szpaku – ci panowie pojawili się w kawałku „BOR CREW”, czyli klasycznym hymnie wytwórni. To, co wynika ze wspólnej nagrywki: jedność i wiarygodność. Słychać, że ludzie tworzący BOR nie znaleźli się tam przypadkiem. Najlepiej jednak z całej trójki wypadł Młody Simba, który pomimo udzielanie się na wielu projektach, wciąż się nie znudził i pokazuje, że nie bez powodu w ostatnim czasie stał się jednym z najpopularniejszych raperów w kraju.

Biorąc pod uwagę całokształt, płyta może momentami wydawać się monotematyczna, jednak jest to Kobik w czystej postaci. Nie bojący się głośno mówić o swoich wartościach, bez fajerwerków i udziwnień, za to z przesłaniem dla ludzi twardo stąpających po ziemi. Nowoczesna płyta z ulicznym sznytem. Fani, którzy wiedzieli czego się spodziewać, z pewnością nie mogą być zawiedzeni.  Jeżeli nie wiedziałeś w jakiej mnie umieścić lidze, odpal sobie którąkolwiek moją płytę.

OCENA: 7/10

 Autor tekstu: Kamil Starczewski

Facebook Comments