fot. @avisycylijczyk

 

Po dobrze przyjętym ubiegłorocznym debiucie Zbiór Pieśni Sycylijskich Avi i Louis Villain idą za ciosem i wypuszczają krążek Spis Dzieł Sycylijskich. Decyzja o nagraniu „sycylijskiego” tryptyku każe nam myśleć o tym, że artyści mają pomysł i koncepcję na zbudowanie wizerunku i spójnego projektu, który zgrabnie zamknięty w trzech płytach pozwoli na sklasyfikowanie stylu i muzyki, jaką obaj panowie chcą się dzielić. Idea i zamiary to jedno, a jak sprawa ma się w rzeczywistości?

Drugi album duetu potwierdza, że artyści obrali swoją drogę i kurczowo się jej trzymają. To, co charakteryzowało pierwszą płytę, znajdziemy również na Spisie Dzieł Sycylijskich. Prostota w formie przekazywania przemyśleń i opowiadania historii z życia, emocje, surowe brzmienie bez udziwnień i głębokie, przenikliwe wokale Aviego i Louisa Villaina. Wszystko to sprawia, że album faktycznie jest spisem dzieł, które mają wywrzeć na słuchaczu wrażenie. Na tle tego, co ostatnio w polskim hip-hopie jest modne i zbyt często powielane, płyta wyróżnia się umiejętnym połączeniem dwóch światów – idealnie balansuje pomiędzy szczerym i prawdziwym ulicznym rapem, a wzniosłą i emocjonalną poetyckością.

Treść krążka skupia się przede wszystkim na trudach życia i historiach, z którymi bardzo łatwo jest się utożsamić, a także na manifestowaniu niezależności i pracy, jako narzędzia niezbędnego do osiągnięcia sukcesu. Nie brakuje też bardzo osobistych wycieczek, które przekazane za pomocą mocnych linijek pozwalają nam się zidentyfikować z raperami.  W tekstach odczuwalne jest również zamiłowanie Aviego do poezji i sztuki – znajdziemy w nich liczne nawiązania do twórców czy dzieł. Jego podejście do rapu, a jednocześnie określenie tego, czego możemy się spodziewać na płycie słychać już w utworze Harmonia, który otwiera album zaraz po kilkunastosekundowym Prologu. Wieńczące kawałek wersy dobitnie wskazują ścieżkę, jaką artyści chcą podążać: „Nie marzy mi się kariera w rapie, gdzie papier przyjmie wszystko, a wszyscy przyjmą papier. Sztuka ma oddawać prawdę, urodziłem się artystą, eviva l’arte”.

Apogeum odzierania się z emocji stanowi zdecydowanie najbardziej osobisty utwór na płycie – Pieta. W hołdzie oddanym swojej zmarłej mamie Avi zawdzięcza jej to, jakim jest człowiekiem. Pokazuje to, jakie wartości dla rapera są najważniejsze. Szczere do bólu historie i emocje jednak nie stanowią całej warstwy lirycznej albumu. Braggowe linijki i zabawa słowem to kolejny z charakterystycznych punktów albumu. Rozpoczynające Manifest wersy: „Rap dzisiaj to jebane disco-polo, niech wrócą do podziemia i trochę się podszkolą” czy też „Nie czułem strachu, gdy zbliżał się po mnie patrol, jak pójdziemy siedzieć to wyłącznie kurwa na tron” z najlepszego utworu na płycie, czyli Epitafium, to tylko wierzchołek góry lodowej, którą w tym przypadku stanowi bezkompromisowość.

W kwestii rapu palmę pierwszeństwa dzierży Avi, którego wokali jest też więcej, ale nie powinno to dziwić, ze względu na wkład Louisa w produkcję muzyczną całej płyty. Bity dobrze komponują się z rapem i sprawiają, że krążek w materii brzmienia jest spójny. Jednak na tle genialnych muzycznie i wyróżniających się Epitafium czy Rimbaud, niektóre produkcje wypadają dosyć skromnie i zbyt surowo.

Wśród 14 utworów możemy też usłyszeć wokale ReTo, Borixona, Kozy i Bonsona. Gościnne występy nie przyćmiewają gospodarzy, ale nie stanowią też słabego punktu. Ograniczony jedynie do refrenu ReTo zrobił swoje i potwierdził, że to zdecydowanie jego działka. Podobnie sprawa ma się z Borixonem. Bonson przyzwyczaił już nas do swojej wylewności i tutaj również uzewnętrznia swoje emocje, dopasowując się do charakteru płyty, a Koza swoim krzykliwym głosem wprowadza trochę różnorodności  do duchowego Módl się za nami.

Spis Dzieł Sycylijskich nie jest może płytą, która wyznaczy trendy w rapie, ale jest całkiem udaną odskocznią od auto-tunowych wokali i trapowych brzmień, czym aktualnie polska scena jest przesiąknięta. Album zapewne przyjąłby się jeszcze lepiej, gdyby został wydany nie na początku wakacji, a w okolicach ponurego listopada, co idealnie oddawałoby ciężki i smutny klimat krążka. Taki ruch pokazuje jednak to, o czym pisałem w pierwszych linijkach – Avi i Louis Villain kroczą własną ścieżką i nie zważają na to, co się dobrze przyjmie.

OCENA: 7,5/10

Autor tekstu: Kamil Starczewski

Facebook Comments