fot. @ciociaewaaa_foto

Nie ustalono jeszcze przyczyny śmierci młodego amerykańskiego rapera, który zmarł wczoraj (8 grudnia) w tragicznych okolicznościach. Stało się to tuż po wyjściu z samolotu. 21-latek podróżował z Kalifornii do Chicago i to właśnie w mieście położonym nad jeziorem Michigan doszło do dramatu. Według wstępnych ustaleń policji, Juice WRLD doznał nagłego ataku padaczkowego.

Juice to twórca wielomilionowych hitów takich jak, m.in.: „Lucid Dreams”, „Robbery”, czy „Armed & Dangerous”. Zadebiutował w 2018 roku, wydając wówczas album zatytułowany „Goodbye and Good Riddance”, który otworzył mu drogę na szczyt. Po niespełna roku na światło dzienne wypuścił krążek – „Death Race for Love”. Zadebiutował on na fotelu lidera listy Billboard 200. Pod koniec lutego – jako support Nicki Minaj – wystąpił w łódzkiej Atlas Arenie

Śmierć jednego z najbardziej utalentowanych raperów młodego pokolenia na świecie wstrząsnęła, m.in. Żabsonem. Reprezentant Chillwagonu postanowił przekazać kilka słów i zaapelować do swoich fanów:

  • Ja pier*, nie byłem jakimś wielkim fanem, ale ten koleś był mega raperem. Całą tę płytę („Death race for love” – dodaje red. rapnews.pl) nagrał na freestylu. Najgorsze, że miał tylko 21 lat. Z jego muzyki nie ciężko było wyczytać, że ma problemy z narkotykami i depresją. Szkoda, że ludzie, którzy zarabiają pieniądze z jakiegoś artysty, tak mało obchodzi jego los i dopóki zarabia hajs, to wszystko jest dobrze. Przyczyny śmierci są niewiadome, ale myślę, że przede wszystkim brakowało mu kogoś, kto się o niego troszczy. Dbajcie o siebie i swoich bliskich. Alkohol i narkotyki w odpowiednich ilościach są dla ludzi, ale nikt nie jest nieśmiertelny i trzeba być tego świadomym. Dbajcie o swoje ciało i umysł. Często się badajcie, a gdy potrzebujecie pomocy, zwróćcie się do specjalisty, który ma odpowiednie predyspozycje by Wam pomóc. – napisał raper w mediach społecznościowych.