fot. okładka "Kolafornication" (Sezon 2)

Pod koniec ubiegłego roku, Kola udostępnił swój najnowszy solowy materiał, zatytułowany “Kolafornication”. Jest to drugi z trzech zaplanowanych przez autora sezonów. Co ciekawe, raper zapowiada, że sezon 3 będzie jego ostatnią płytą. Dlaczego? Zachęcamy do przeczytania poniższej rozmowy…

Kiedy większość raperów w Polsce eksperymentuje w akompaniamencie nowoczesnych brzmień, Kola zaserwował nam dawkę klasycznego rapu. Przyznam, że kiedy wleciał bit produkcji Teoema (utwór “Kolafornication dream”) i usłyszałem pierwsze wersy: “Mam bilet w ręku, deadline w dacie, miłość matki w sercu, sztamę z bratem, spakowaną torbę i plan na jutro…” – to od razu pojawił się uśmiech na mojej twarzy, a następnie ciarki na skórze. Czy to Twój cel – wywoływanie różnych emocji u słuchaczy?
Kola: Nie chciałbym żeby zostało to odebrane w niewłaściwy sposób, ale wywołanie różnych, jakichkolwiek emocji u słuchacza nie było nigdy moim celem w powstawaniu jakiegokolwiek numeru. Może zabrzmi to arogancko, ale chyba nigdy też nawet nie zastanawiałem się, jak słuchacz odbierze numer. Nie chodzi mi o samolubność. Oczywiście w jakimś stopniu za każdym razem liczyłem się z tym, że ten numer prędzej czy później trafi do chociażby garstki osób, ale to ja miałem czuć się wolny od problemu, od myśli i od sytuacji, która mnie przytłacza. Takie oczyszczenie, katharsis i na pewno w jakimś większym stopniu – terapia. Jeśli już takowe ciarki i uśmiech towarzyszą słuchaczowi przy mojej muzyce, nawet gdyby miało trwać to chwilę, to czuję niezręczność z jednej strony, ale z drugiej jest to miłe i dziękuję. Być może jest to właśnie spowodowane tym, że naprawdę mało kto już robi tego typu rap, a ja – co by się nie działo – konsekwentnie trzymam się jednego od samego początku. Słuchacz może zaczynać czuć przesyt nowoczesnych brzmień i głód tego na czym się wychował. Choć nie ukrywam, że „Kolafornication (Sezon 3)”, który notabene będzie ostatnią płytą z serii „Kolafornication” i najprawdopodobniej ostatnią moją, będzie jakoby wyzwaniem dla mnie i swojego rodzaju eksperymentem z czymś, z czym wcześniej nie miałem aż tak do czynienia. Mogę tylko powiedzieć, że jeden z numerów będzie na synthwave i będzie on najlepszym numerem jaki kiedykolwiek zrobiłem. Do tego, nakręcimy piękny teledysk utrzymany w stylistyce bitu. W dużej mierze dzięki wspaniałym osobom, które mam przy sobie. Mimo, że to wszystko będzie inne niż do tej pory, nadal pozostaję przy tym, że to ja mam być spełniony formą, treścią, czymkolwiek. Nie muszę nikomu niczego udowadniać.

A dużo czasu spędzasz na szlifowanie barwy głosu? Chcę podkreślić to, że masz twardy wokal, pasujący do roli “narratora”. Smaczku dodaje także fakt, że fajnie nim operujesz…
Kola: W ogóle tego nie robię, ale jesteś już kolejną osobą, która zwraca na to uwagę. Kiedy napisałem drugie solo, wybrałem się do Wrocławia do mojego kumpla (który pełnił funkcję realizatora przy tamtym projekcie) w celu zarejestrowania wokali. Zanim jeszcze zaczęliśmy, powiedział coś w stylu – „Dobra to przewiń mi pierwszy numer, który będziemy nagrywać”. Trwało to chyba z 2-3 wersy, po czym wjechał u niego facepalm, wziął głęboki wdech i powiedział „ok, posłuchaj teraz”. I jakby chyba wtedy zaczął się cały proces przywiązywania jakiejkolwiek w ogóle wagi do tego. Wytłumaczył mi kilka schematów, jak powinno wyglądać operowanie głosem i emocji w nim – do danego fragmentu tekstu, itd. Pokazał kilka tricków, które warto zastosować przed zaczęciem nagrywania. W pierwszej chwili, kiedy powiedział „ja teraz posłucham muzyki na słuchawkach a Ty sobie pokrzycz w kabinie”, wydawało mi się czymś idiotycznym, tak teraz wiem, że miało to wpływ na rozwój operowania wokalem. Wcześniej, tj. przy pierwszych nagrywkach, nie zdawałem sobie sprawy, że robię to nieodpowiednio – źle – bo nikt mi tego nie uświadomił, nie pokazał różnicy.
Od momentu zakończenia procesu mutacji, wszędzie tam gdzie pojawia się temat głosu, radia, czy telewizji – słyszę od mamy, że jest w tym potencjał, i że mam znaleźć pracę, gdzie głos będzie moim narzędziem do jej wykonywania. Do chociażby Sokoła czy Kartky’iego zdecydowanie mi jeszcze brakuje (jeśli chodzi o tembr głosu), ale też wiem, że przy pomocy odpowiednich ludzi mógłbym wycisnąć o wiele więcej z tego. W obecnej chwili wystarczy mi, że od czasu do czasu powiem różne rzeczy – czasami brzydkie rzeczy jednej do ucha, czy do słuchawki obniżonym głosem. Ona się wtedy uśmiechnie, przejdą ją ciarki, ja odczuję jej reakcję i jestem spełniony. Nie ukrywam, że kiedyś może strzelić mi coś do głowy i rzucę się na nagranie czegoś pod kątem lektora i ta wcześniej wymieniona z kuchni zapyta mnie: „Kochanie, mówiłeś coś? – nie, nie. Telewizję oglądam”.

“Nie ma emocji nie ma rapu” – kilka lat temu w sieci pojawiła się taka produkcja od Lavoholics. Tytuł mówi sam za siebie i idealnie wpisuje się w Twoją twórczość. Płytę “Kolafornication” napisałeś na bazie życiowych doświadczeń. “Błędy młodości odciskają piętno do dzisiaj“, “Zraniłem kilka kobiet, kilka dobrych kobiet“, “Każda lepsza od poprzedniej, nie liczę strat, łatwo przyszło, łatwo poszło, nie liżę ran” – to część cytatów z numeru drugiego, czyli “Na północnym zachodzie bez zmian”. Sądząc po tych wersach, nie masz problemu z upublicznianiem swoich przeżyć, intymnych wyznań?
Kola: Nigdy nie miałem żadnej bariery czy granicy przy pisaniu – co by wypadało, co byłoby odpowiednie co nie, czy może za bardzo, za mocno. Nigdy też nie liczyłem się z konsekwencjami z powodu przytoczenia jakiejś sytuacji w tekście. Oczywiście mógłbym pójść mocniej i bardziej bezpośrednio, pytanie po co? I przede wszystkim w jakim celu? Co miałbym tym zyskać? Każda opisana sytuacja, przeżycie czy intymne wyzwanie zostało napisane tak jak chciałem i z biegiem czasu, gdybym miał to opisać raz, zrobiłbym to tym samym schematem co wtedy. Z czasem, na wiele spraw patrzysz inaczej, ale to przez to, że nabierasz pokory, uodparniasz się, wyciągasz wnioski i jak mi ostatnio mój przyjaciel powiedział: „zobaczysz Kawaler, że zgrubiejesz przez to, ale daj temu czas”. Nie bez powodu to wszystko to „Kolafornication”. Jest to followup do amerykańskiego serialu „Californication”, który oparty jest na życiu Charlesa Bukowskiego. Ciekawskim polecam zagłębić się bardziej. Na pierwszy rzut oka, Bukowski to tylko alkoholik, osoba uzależniona od kobiet, hazardu, biedak i nie ukrywam, że to było głównym czynnikiem do sięgnięcia po jego książki, ale wyciągnąłem z nich zupełnie inne rzeczy. Przede wszystkim prostotę i bezpośredniość. Wielokrotnie nacinałem się w trakcie czytania na tym, że impulsywnie uśmiechałem się w środku, mówiąc: no fakt, taki niby truizm, ale jednak coś w tym jest. Inspirował się własnymi doświadczeniami. On sam jest sceptyczny wobec ludzi w swoich książkach, ale szuka jednak bliskości z nimi. Czy nie takie w dużej mierze jest „Kolafornication”?

Na początku wspomniałem o Teoemie, czyli osobie odpowiedzialnej za warstwę muzyczną całego projektu. Wspomógł Cię również DJ Konkret, który na swoje barki wziął skrecze i cuty. Do tego Warszawski – zajął się mixem i masteringiem, a także dograł się do “Najs najt 2”, numeru będącego kontynuacją tego sprzed kilku lat. Można określić “Kolafornication” albumem… rodzinnym? Postawiłeś na takie osoby, z którymi współpracowałeś w przeszłości.
Kola: Czy „rodzinnym” to nie wiem, ale na pewno albumem ze sprawdzonymi ludźmi. Przy pierwszym kontakcie z każdym z nich złapaliśmy chemię i zajawkę i to nie mógłby być nikt inny na projekcie MC/producent/DJ, który zawsze chciałem zrobić. Teoema i Konkreta cechuje quick service. Jeszcze dobrze nie położyłem wersów na bit, a już miałem zaaranżowany kawałek z cutami i skreczami na nim. Mam wrażenie, że obaj panowie byli producencką czy djską wersją mnie, bo idealnie odzwierciedlili siebie tak, jak ja to zrobiłem pod kątem rapowym. Nie wiem czy innym osobom współpracuje/współpracowało się z Nimi tak jak mi, ale robiąc ten drugi sezon, miałem wrażenie, że jesteśmy jedną osobą z multi skillem. Każdemu życzę takiej współpracy, jak z Nimi. Jeśli chodzi o Warszawskiego, to tutaj rządzi się wszystko innymi prawami. Dobierając osobę do numeru, zawsze kieruję się wspólną częstotliwością nadawania. Muszę mieć pewność, że gość się odnajdzie w numerze, złapie o co mi chodziło w zwrotce i położy adekwatnie swoją. Dość szybko znaleźliśmy wspólny język i mimo, że pierwszy numer nagraliśmy 5 lat temu, to dopiero teraz w lipcu będziemy mieli okazję poznać się osobiście, kiedy przylecę do Polski na krótki urlop. Mimo tego mogę powiedzieć, że jest on bardzo podobnym typem człowieka do mnie. Jest między innymi: świetnym słuchaczem, psychologiem, doradcą, mentorem i bardzo dużo ostatnio mi pomaga, dlatego piwo w lipcu nad Wisłą jest nieuniknione. Jestem mu to winien.

Co robi Kola w wolnej chwili? “Sam spędzę wieczór. Po pracy kupię piwa, wyjebany jebnę się na łóżko i utonę w filmach. Włączę konsolę i będzie zagrana Fifa, albo sprawdzę, co nowego w książkach Bukowskiego słychać” – cytując fragment z wspomnianego wcześniej “Najs najt 2”. Cenisz sobie spokojny relaks i pewną powtarzalność dnia codziennego?
Kola: Połowa przytoczonego cytatu straciła ważność… Kiedy mieszkałem w Polsce, zdecydowanie większość wolnych chwil, weekendów spędzałem z moimi ludźmi, z którymi się znam już kilka czy kilkanaście lat i nie mam tu na myśli tylko sympozjów alkoholowych. I tęsknię za tym bardzo. Dlatego też myślę, że przeprowadzka na Wyspy, która automatycznie zmieniła moją codzienność, miała wpływ i była głównym czynnikiem do napisania tego numeru. Nie jest możliwa zmiana podejścia, przywiązania czy czegokolwiek z dnia na dzień – wszystko jest procesem. Kiedy dotarło do mnie, że ten wolny czas będzie wyglądał zupełnie inaczej, wpadłem chyba w jakąś dziwną pętlę, właśnie tego o czym wspomniałeś. I zajęło mi to długo, żeby się z tym pogodzić, ale też uświadomiło, że nikt nigdy mi ich nie zastąpi, mimo że poznałem kilka wspaniałych osób tutaj, to nie można zestawić ich w jednej linii. Cały czas pracuję nad sobą, żeby nie odczuć tego braku. Jest to cholernie trudne, ale daję radę. Tak poza tym, to Kola się przebranżawia i nie bez powodu powiedziałem wcześniej, że Sezon 3 będzie ostatnią moją płytą. Kompletuję sprzęt do filmowania, jestem już prawie na finiszu i zobaczymy co z tego wyjdzie. Najwyższy czas na wyrzucanie z siebie tego wszystkiego, co wyrzucałem poprzez rap w innej formie.

Według badań, ponad 40% Polaków czyta w ciągu roku przynajmniej jedną książkę. Sądząc po różności Twoich słów w rapowych tekstach, czytasz ich o wiele więcej… Trafiłem?
Kola: Akurat 40% i akurat Polacy. Nie wierzę w przypadki, ale zdecydowanie trafiłeś. Choć to nie wygląda tak, że czytam książki jedna po drugiej przez cały rok jak moja mama, która jest fenomenem pod tym kątem, ponieważ fizycznie i czasowo nie jestem wstanie, albo też nie potrafię pogodzić tego z pozostałymi sprawami. Jakbym miał to rozgraniczyć, to “zlepiając” wszystkie miesiące przez pół roku, robię research co wyszło, czytam jakieś notatki na temat tych książek, systematycznie notuję jakieś pozycje, które usłyszę… Drugi zlepek 6 miesięcy spędzam z nosem w książkach. Aczkolwiek jakoś ponad rok temu przekonano mnie do audiobooków i jako, że jestem entuzjastą papieru (nowego koniecznie i nie przeczytam przechodzonej książki), to te audiobooki nie są takie straszne. Stało się to przy czytaniu książki Jana Jakuba Kolskiego – “Egzamin z oddychania”. Książka ma prawie 500 stron i gdybym czytał tylko w wolnych chwilach, albo w chwilach przeznaczonych na czytanie, to pewnie dopiero teraz bym się zbliżał ku końcowi. Rozpracowałem ją pół na pół. Kiedy mogłem, czytałem papier, kiedy nie mogłem słuchałem audiobooka i poszło naprawdę szybko i przyjemnie. Po tym, zacząłem uskuteczniać częściej te formę. Jednak muszę się przyznać, że ostatnimi czasy trochę zaniedbałem czytanie. Książki tylko kupuję albo dostaję od przyjaciół, kolekcjonują kurz na sobie. Jednak kiedy będę potrzebował inspiracji do scenariusza, czy tekstu – na pewno te kilka książek przeproszę za to, że musiały tyle czekać i pogadamy sobie jak za dawnych lat.

Jeszcze przed premierą albumu “Kolafornication”, nagrałeś wspaniały “The Flowers of Manchester – Tribute”, czyli numer oraz teledysk, będący hołdem dla poległych w katastrofie lotniczej. W samolocie znajdowali się, m.in. piłkarze Manchesteru United. Ponadto, na albumie słychać kilka odniesień do tego angielskiego miasta. Czujesz przywiązanie do tego miejsca?
Kola: Jak na ironię losu mieszkam w Liverpoolu, czyli jakieś 50 km od Manchesteru. Powiedziałem jak na ironię – bo to tak jakbym w koszulce Legii bujał się po Jeżycach albo Lecha po Pradze, czy też trafił na nieodpowiednią dzielnicę w nieodpowiedniej koszulce w Krakowie. Wątpię,czy byłbym teraz w stanie udzielić Ci odpowiedzi na jakiekolwiek pytanie. To jest bardzo smutne i będzie o tym w jednym z numerów. Jestem tutaj gościem, chodzę o różnych porach, do różnych miejsc, w różnych okolicznościach z plecakiem Manchesteru United, ich kurtce czy tatuażami związanymi z tym klubem i przez prawie 3 lata jak tu mieszkam, nie spotkałem się z żadną agresją czy nieprzyjemną sytuacją. Oczywiście zdarza się, że ktoś mnie przez to zaczepi, ale wiesz jak to wygląda? Rzucą śmiesznym tekstem, że znowu United przegrało, że im obecnie nie idzie, poklepie mnie fan Liverpoolu FC po ramieniu i zapyta co o tym myślę i wchodzę wtedy w dyskusję, taką zdrową dyskusję – pozbawioną jakiejkolwiek agresji. Wymieniam się wtedy zdrowo poglądami i odczuciami. Czy nie można w ten sposób – normalnie? Z „Czerwonymi Diabłami” pierwszą styczność miałem w wieku 7 lat. Może wydawać się to nierealne, ale pamiętam jak dziadek komentował, krzycząc przed telewizorem, że to nierealne, że to sen, kiedy United zaliczyło ten fenomenalny powrót w meczu z Bayernem w finale Ligii Mistrzów w 99’, kiedy było już prawie po meczu, a tu strzelasz 2 bramki w doliczonym czasie gry i wygrywasz. Wytłumaczył mi wtedy na mój 7 letni rozum, co się stało. Później idziesz do szkoły, poznajesz kumpli z którymi grasz w piłkę, piłkarze stają się Twoimi idolami, kupujesz te tanie koszulki z ich nazwiskami na targu i tak oto, zawsze w moim życiu przejawiał się motyw Manchesteru United. Zawsze chciałem być na boisku Beckhamem, czy Giggsem. Ostatnio własnie, zadałem sobie pytanie: dlaczego? Może dlatego, że to było pierwsze, może kiedy już zrozumiałem co się stało tak naprawdę w tamtym meczu uświadomiłem sobie, że trzeba grać do końca – niezależnie od wyniku czy okoliczności, jeśli Ci na kimś lub na czymś zależy. Nieważne czy to mecz, czy życie.

Znaczna większość Twoich utworów jest melancholijna, refleksyjna, smutna i sztuką jest znaleźć, np. typowy imprezowy. Co jest tego przyczyną?
Kola: Cytując klasyk: „jakie życie, taki rap”. Nawiązując trochę do odpowiedzi na wcześniejsze pytanie, te numery są autobiograficzne w bardzo dużej mierze i nikt nie ma prawa w nie ingerować, bo po prostu są moje. Przyjaciel mi kiedyś powiedział wprost: „Piotrek, znowu to samo, ile można, Ty za dużo analizujesz, za dużo myślisz, ale nie ma emocji nie ma rapu, rozumiem”. I może sobie ktoś pomyśleć, co on pieprzy, co on w tej muzyce osiągnął, że tak gada. Dla tej osoby pewnie nic. Nie dbam o to, ale ja się czuję w dużym stopniu spełniony. Jestem osobą strasznie emocjonalną, uczuciową, refleksyjną. Taki jestem i się nie zmienię. Mam świadomość tego, że to wszystko można wrzucić do jednej szuflady, że dla niektórych to może się wszystko zlewać. Z filmów, książek czy życia wyciągam przede wszystkim patos, ale nic nie zrobię, że mam umiejętność pisania i mówienia o takich rzeczach. Dobrze mi z tym mimo tego, że na razie więcej mi to wszystko zabiera niż daje, bo analizując każdą porażkę czy sytuację z czasem widzę, że bycie ignorantem, a czasami też chamem, osobą bez emocji – jest bardziej opłacalne i pomaga dość do celu. Wiem, czego ludzie chcą słuchać. Wiem, jaka muzyka i co się sprzedaje. Wystarczy włączyć na jeden dzień radio, czy jakąś top playlistę. Mógłbym robić taką muzykę. Jest ona nawet łatwiejsza niż ta, którą słyszysz ode mnie. Albo jesteś dobry i masz farta i to pyknie (i życzę Ci szczerze jak najlepiej), albo zrobisz jakąś aferę, gówno-burzę i z gówna bat ukręcą i wzniosą Cię. Wiem, że źle bym się z tym czuł. Wiem też, że byłoby to, jak w jakimś stopniu – karą. Muzyka ma Cię łapać za serce i Ci je rwać, a nie łamać. Sezon 3. będzie zupełnie inny pod kątem bitów, jak już wspomniałem wcześniej, ale nadal będzie utrzymany schemat emocji, jednak ostatnimi czasy odczuwam chyba tylko bunt, żal, rozczarowanie, gniew i krzyk na przemian.

Rozmowę dla rapnews.pl przeprowadził: Patryk FENT

 

Facebook Comments
PODZIEL SIĘ