fot. "Mówili mi"/MaxFloRec TV

14. września odbyła się premiera albumu „Czerń i biel”, reprezentanta wytwórni MaxFloRec – Kleszcza. Po dwóch albumach wydanych w duecie z producentem DiNO, przyszedł czas na nowe doświadczenie…

Na wstępie chciałbym pogratulować nowego albumu, a także bardzo dobrego odsłuchu cyfrowego poszczególnych singli z „Czerni i bieli”. Proces twórczy zapewne znacznie odbiegał od Twoich poprzednich projektów: „HorRYM JESTem” i „Cyrk na qłq”, które współtworzyłeś z Dinem. Podkreślmy, że DiNO zajął się warstwą muzyczną tylko jednego utworu na nowym krążku, mianowicie „Leniem”. Czy fakt współpracy z kilkoma producentami, poszerzył Twoje muzyczne horyzonty?
Kleszcz: Zapewne, ten rodzaj współpracy dołożył do moich muzycznych horyzontów cegiełkę. Z jednym producentem pracuje się inaczej niż z kilkoma, dlatego podczas pracy nad „Czernią i bielą” nauczyłem się cierpliwości i organizacji pracy. :-)

Czytając opis projektu „Czerń i biel”, przyznałeś tam, że jego główną cechą jest wyjście poza jakikolwiek schemat. Czy to oznacza, że kooperacja z Dinem ograniczała Cię w niektórych aspektach twórczych?
Kleszcz: Nie, bynajmniej, współpraca z Dino z pewnością przyczyniła się znacząco do mojego rozwoju artystycznego. Natomiast wspomniane projekty były tworzone wedle pewnego klucza, myśli głównej, np. psychiatryk lub cyrk. Pisząc wówczas utwory, wizualizowałem w głowie te obrazy, one pomagały mi wkręcić się w określony klimat. Przy „Czerni i bieli” nie było takiego motywu. Po prostu pisałem kawałki, nie myśląc o specjalnej klamrze.

W refrenie utworu „Ciało to narzędzie” śpiewasz: Jak kosmiczny statek zabierze cię wszędzie. Ten wers idealnie wpasowuje się w cechy Twojej artystycznej działalności, ponieważ uważam Cię za wolnego artystę, który nie zamyka się tylko i wyłącznie w szufladkę zwaną „Rap”. Bardzo cenię Cię za to, że przekazujesz swoim słuchaczom elementy kultury, sztuki. Gdy oglądam Twoje teledyski, to czasem mam wrażenie, że oglądam internetowy spektakl teatralny. Czy wobec tego wymagasz od siebie jeszcze więcej artyzmu, tej perfekcyjności w tworzeniu rzeczy pięknych?
Kleszcz: Dziękuję, bardzo mi miło. Jeśli chodzi o proces twórczy i artyzm, to lubię tworzyć rzeczy, które ode mnie samego wymagają poświęcenia. Uważam, że wszelkiego rodzaju wyzwania pozwalają się rozwijać. Tak już po prostu mam, że lubię zagmatwane i złożone klimaty i takie robię. Dopiero kiedy efekt finalny spełnia moje oczekiwania, mogę poczęstować tym moich słuchaczy.

Coraz więcej mainstreamowych mediów oraz firm niezwiązanych ze środowiskiem zauważa rap, kulturę hip-hop. A może inaczej. Dostrzega to, że wraz z „nami” można budować pewne projekty. Jako przykłady – choć dobrze nam wszystkim znane – można podać, m.in. udziały w produkcjach filmowych, programach rozrywkowych, talk-show itp. Ostatnio w teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie odbyło się widowisko „Projektu Tymczasem” z udziałem wielu świetnych raperów. Czy chciałbyś kiedyś wziąć udział lub nawet stworzyć rapowy musical? Aby to, co przekazujesz za pomocą teledysków, pokazać na deskach teatru?
Kleszcz: Jasne, brzmi to bardzo ciekawie. Jeżeli zdarzy się taka sytuacja i projekt mnie na wstępie zajara, to jak najbardziej. Tak jak mówiłem wcześniej, wyzwania są po to, by je podejmować.

Jedną z Twoich umiejętności jest również to, że umiesz opisać pewne zjawiska, które wszyscy dostrzegamy, lecz nie umiemy przekazać ich większej masie ludzi. Masz takie momenty podczas tworzenia warstwy tekstowej, że dziwisz się niektórym swoim frazom?
Kleszcz: Niekoniecznie, prędzej dopada mnie myśl, że nie opisałem wszystkiego, co chciałem i co mi kotłowało w głowie. Utwór musiałby trwać wtedy chyba milion minut (śmiech).

W muzyce – kolokwialnie mówiąc – siedzisz już kilkanaście lat. Zawsze podziwiam twórców, że potrafią wyciągnąć tematy i mają samozaparcie do tworzenia kolejnych projektów. Czujesz się więźniem swojej twórczości? Czy w codziennej egzystencji wena potrafi dopaść Cię w takim miejscu i o takiej porze, gdzie nie jesteś w stanie nawet tego zapisać/zarejestrować? #ŁebJakSklep
Kleszcz: Nie, tworzenie muzyki jest dla mnie formą terapii. Pozwala mi oczyścić głowę i wyrzuć złą energię. Zbyt długie nietworzenie muzyki, źle się odbija na moim życiu codziennym. To tak, jakbyś miał grypę i nie zażył leków. Tworzenie muzyki wymaga wejścia w pewien trans. Nie dzieje się od tak. Jest to dla mnie proces. Nic nie może mnie rozpraszać. Zamykam się sam z muzyką i tworzę. Wchodzę w niego etapami, każdego dnia bardziej. Kiedy już w niego wpadam, zdarza się, że wena dopada mnie niespodziewanie przy wykonywaniu codziennych czynności. Uważam natomiast, że na wenę się poluje, a nie czeka. To tak w skrócie, aczkolwiek trudno to opisać w kilku zdaniach.

A tak w nawiązaniu do tytułu albumu, czyli „Czerni i bieli”. Każdy kolor niesie ze sobą daną symbolikę i znaczenie. Czujesz większe przywiązanie do czarnego czy białego?
Kleszcz: Czuję przywiązanie do obu. Nie ma na to żadnego wpływu. Jest we mnie zarówno czerń, jak i biel. Jak w każdym.

Bardzo mocno zdziwiłem się, kiedy pewnego wieczoru okładka zaczęła… świecić. Czyj był to pomysł?
Kleszcz: Nie, to nie był mój pomysł i żałuję. (śmiech) A tak poważnie to pomysł Rahima, dopieszczony przez ekipę MaxFlo. Wyszło zacnie i jaram się tym efektem.

Współpracowałeś z wieloma utalentowanymi artystami i legendami polskiej sceny jak, m.in.: Rahim, Fokus, Buka, Lilu, czy Jano z Polskiej Wersji. Na albumie „Czerń i biel” pojawili się natomiast następujący goście: Rahim, Tymek, Sit, Kopruch, Dejlu oraz ekipa FBS, czyli Kret i Diabeł – dobrze znani wszystkim finaliści konkursu organizowanego przez Rap W Polsce: RWP2017 (w którym, jak warto dodać – jednym ze zwycięzców był Kret). Czy mógłbyś nam zdradzić, jak przebiegał dobór gości do poszczególnych utworów z tracklisty?
Kleszcz: Dobór gości był częściowo zaplanowany, a częściowo spontaniczny podobnie, jak w przypadku innych składowych krążka. Każdemu z gości dziękuje za dołożenie cegiełki do tego albumu.

Robimy sobie teraz urlop twórczy, jeśli chodzi o nasz duet” – takich słów użyłeś w rozmowie z rapnews.pl po premierze albumu „Cyrk na qłq”. To stwierdzenie stało się faktem dokładnie 14 września, kiedy to odbyła się oficjalna premiera nowego wydawnictwa. Zdradziłeś wówczas to, że masz w planach kilka innych projektów. Czy jest tam miejsce na album we współpracy z innym raperem (lub artystą/artystką z innego gatunku muzycznego)?
Kleszcz: Jak najbardziej w mojej głowie roi się od takich pomysłów, jeśli uda mi się je zrealizować, będę usatysfakcjonowany. Jestem głodny dzikich kolaboracji i wariacji muzycznych. Na ten moment pewnym jest projekt NDKE 2 z Kopruchem, który chcemy nagrać i wypuścić w świat w 1. połowie 2019 r. oraz kolejna solowa płyta, którą chciałbym także poczęstować moich słuchaczy w przyszłym roku. Co po drodze, nie wiem. Głowa pęka od pomysłów, spontany są fajne i tyle. Zobaczymy.

Wersje fizyczną albumu wciąż można zamawiać na maxflosklep.pl, a także dostępne są we wszystkich dobrych sklepach muzycznych w całej Polsce. Internetowy odsłuch „Czerni i bieli” znajdziecie na MaxFloRec TV.

Rozmowę dla rapnews.pl przeprowadził: Patryk FENT

Facebook Comments
PODZIEL SIĘ