fot. mat. pras.

Big Polish – to bardzo ciekawa osoba, która szturmem wdarła się do wielkiego świata amerykańskiego hip-hopu. Jest on realizatorem dźwięku w dwóch studiach nagraniowych w Nowym Jorku. Jak to jest współpracować z tamtejszymi artystami? Odpowiedź na to i wiele innych pytań znajdziecie w poniższej rozmowie.

  • Widząc Twoje muzyczne dokonania jestem wręcz przekonany, że przeszedłeś bardzo długą i krętą drogę, aby dojść do tego miejsca, w którym aktualnie się znajdujesz. Czy najistotniejszymi elementami były samozaparcie i duża chęć spełnienia wcześniej założonego celu?
    Big Polish:
    Dojście do takiego poziomu zajęło mi parę lat, licząc w tym 3-letnie studia realizacji dźwięku w Anglii. Mimo ogromu pracy, skromnych warunków do życia i tony materiałów do ogarnięcia, bardzo miło wspominam ten czas. Studia przyczyniły się do mojego rozwoju zawodowego oraz języka angielskiego, który bez wątpienia jest kartą przetargową na arenie międzynarodowej.
    Samozaparcie to zdecydowanie najważniejszy element, który wyznaczył mój skromny sukces. Częsta praca bez widocznych rezultatów; darmowe praktyki w studiach nagraniowych oraz liczne godziny bicia pięścią w ścianę, kiedy powierzone Ci zadania nie przynosiły zamierzonych efektów – zdecydowanie odbierały mi siły i motywację. Chęć spełnienia marzeń była opłacana dużą ilością łez, smutku, zaangażowania, wiary, dalekosiężnych marzeń oraz pomocy rodziny. Za którą zresztą jestem dozgonnie wdzięczny.
  • Można powiedzieć, że spełnił Ci się „american dream”…
    Big Polish:
    Od młodzieńczych lat ojciec karmił mnie amerykańskim rapem, przynosząc do domu płyty Tupac’a oraz innych popularnych wówczas wykonawców. Zawsze fascynowała mnie ich muzyka, styl oraz sposób życia. Byłem w wielu miejscach na świecie, ale żadne z nich nigdy nie wywarło na mnie takiego wrażenia jak Stany Zjednoczone.
    Do prawdziwego American Dream jeszcze daleko. Jednakże tempo w jakim wspiąłem się po amerykańskich szczeblach muzycznych oraz pozyskane kontakty z wpływowymi ludźmi są albo „palcem” bożym lub po prostu zbiegiem okoliczności. Praca w takich miejscach, jak 38 Studio, gdzie nagrywały takie osoby, jak: Asap Rocky, French Montana lub Jay-Z, nie są dziełem przypadku. A na pewno nie w tak krótkim czasie. Dotarcie do takiego studia zajęło mi mniej więcej miesiąc od przybycia do Stanów Zjednoczonych. Jak teraz to analizuję, to sam zastanawiam się, czy to wszystko dzieje się naprawdę. Brzmi to jak zmyślona bajka lub zbyt regularne stosowanie substancji odurzających w zdecydowanie w zawyżonych dawkach.
    Chciałbym również gorąco podziękować Akinowi, który od wielu lat działa na amerykańskiej scenie w branży filmowej. To dzięki niemu pozyskałem wiele wpływowych kontaktów z ludźmi obracających się wokół Six Nine’a i French Montany oraz szansę na karierę w Stanach Zjednoczonych.
  • Dla osób, które mogą Cię nie kojarzyć informujemy, że aktualnie działasz w dwóch nowojorskich studiach nagraniowych: na Manhattan’ie (38 Studio/Fight Club Music Group) oraz na Queens/Brooklyn (Warzone Park Studio). Czy mógłbyś nam bliżej nakreślić te miejsca i za co konkretnie jesteś odpowiedzialny?
    Big Polish: Na co dzień działam w dwóch nowojorskich studiach nagraniowych jako realizator dźwiękowy. Często prosto z Warzone’a jadę do 38 Studio, ponieważ ilość pracy jest spora. To zdecydowanie poróżnia rynek amerykański od polskiego. Ilość ludzi przewijających się przez studia oraz możliwości, jakimi dysponują na realizację swoich muzycznych karier – jest często nie do opisania.
    W przeciągu szarej doby w dużej mierze realizuję nowojorskie podziemie oraz młodych aspirantów, pragnących sięgnąć marzeń. Tego rodzaju działania pozwalają mi na zarabianie środków niezbędnych do życia oraz przecieranie szlaków na amerykańskiej scenie muzycznej. Ilość ludzi, z którymi przychodzi mi współpracować – jest niepoliczalna. Często dostaję telefony od nieznanych numerów o treści: „siema, jak tam? Sesja była crazy, działamy coś jutro?”. Na co moja odpowiedź często sprowadza się do: „wszystko spoko, tylko z kim ja właściwie rozmawiam?”. „No to ja, John, mieliśmy wczoraj nagranie, nie pamiętasz?”.
    38 Studio to trochę inna bajka. Lokal na 6 piętrze wieżowca, winda wymagająca autoryzacji, ochrona przed wejściem oraz duzi ludzie dający szereg możliwości. Do studia przyjeżdżam w godzinach wieczornych, kiedy zamknę studio nr 1. Jestem w uprzywilejowanej sytuacji, w której często menadżer studia osobiście odbiera mnie ze studia i zawozi do drugiego. To często spotykane i powszechne zjawisko w USA. To coś, czego u nas w Polsce brakuje.
    Reasumując – 38 to studio, przez które przewinęły się bardzo znani artyści, a sam rozmiar i ekwipunek studia robi niemałe wrażenie. W dużej mierze moim zadaniem jest realizacja takich artystów, jak: Swipey (dwa featy z French Montaną w drodze), mix/master oraz edycja/synchronizacja video klipów z powierzonym mi dźwiękiem.
    Niestety, z powodu zaistniałej sytuacji z wirusem, który w bardzo szybkim tempie opanowuje Stany, byłem zmuszony ewakuować się do wuja, który na co dzień mieszka w Connecticut. Pluję sobie w brodę, ponieważ dwa dni po mojej „ucieczce” dostałem telefon od International P (reżyser oraz persona odpowiedzialna za prowadzenie programów w MTV) z zapytaniem, czy zrealizuję nagranie z French Montaną. Duża okazja przeszła mi obok nosa. Niestety, w sytuacji zagrożenia musiałem obejść się smakiem. Jak to mówi mój tato – „co się odwlecze, to nie uciecze”.
  • A jakie to uczucie mieć wpływ – mniejszy lub większy – na artystów, którym zapewne często przekazujesz cenne rady.
    Big Polish: Najgłośniej mówi ten, który ma najmniej do powiedzenia. Ta zasada sprawdzała się w Polsce, kiedy pracowałem w Uniq Sound Studio; tak samo sprawdza się w Stanach. Młodzi zajawkowicze, osiedlowi handlarze miernych porcji dzielnicowej trawki oraz pozorowani gangsterzy zawsze mają najwięcej do powiedzenia. Sytuacja wygląda inaczej kiedy przychodzisz do poważnego studia, a za mikrofonem stoi koleżka odpowiadający za feat’y z wykonawcą, którego największy hit sięga miliarda wyświetleń. W takich sytuacjach mogę pozwolić sobie na swobodną krytykę, uwagi, wskazówki oraz na prowadzenie artysty przez różne partie utworu.
    Należy pamiętać, aby nie wkładać wszystkich do jednego worka. Miałem przyjemność pracować z artystami takimi, jak Billy Clean (podziemie), który bardzo cenił sobie moje uwagi względem realizacji nagrania oraz niedociągnięć w różnych partiach. Wiele osób uważa się za muzycznych wymiataczy, a w rzeczywistości ich twórczość nie wyjdzie poza granice miasta lub danego stanu. Za to ludzie, którzy cenią sobie burzę mózgów, krytykę realizatorów oraz osób przebywających w studio, zazwyczaj osiągają zamierzone efekty.
    W większości przypadków moje rady, krytyka i wskazówki zostały odbierane w pozytywny sposób, co bardzo mile wpływało na moje odczucia podczas pracy z różnymi artystami. Wielokrotnie artyści lub ich menadżerowie dziękowali mi poprzez symboliczny uścisk dłoni i miłe słowa za to, że to ja prowadzę z nimi sesje nagraniowe. Nie do końca wiedziałem, jak to odbierać. Czy to sarkazm? Żart? Jednakże idąc tropem ich ekspresji coraz bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że ci ludzie mówią to naprawdę. Było to dla mnie czymś nowym i niespotykanym. Przykładem było jedno z moich pierwszych spotkań z International P, który w bardzo uroczysty sposób ugościł mnie w progach 38 studio, oznajmiając wszystkim wokół kim jestem i jak bardzo jest wdzięczny za moje przybicie. Byłem wtedy dość mocno skonsternowany; nie wiedziałem o co chodzi. Wynika to po części z podejścia Amerykanów i ich gościnności. Są to bardzo mili, pomocni i przyjaźni ludzie. Bardzo brakuje mi tego w naszym rodzimym kraju.
  • Trudniej współpracuje się z młodzieżą, czy z bardziej doświadczonymi artystami?
    Big Polish:
    Młodzi bardzo często wiedzą najlepiej, a twoje uwagi spływają po nich jak deszczówka po rynnie. Możesz się głowić, troić i stroić, a twoje uwagi i tak zostaną zlane machnięciem ręki. Jak już wcześniej mówiłem – nie warto wkładać wszystkich do jednego worka, ponieważ znajdą się młodzi, którzy wezmą do siebie słowa bardziej doświadczonego od nich.
    Z mojego doświadczenia sytuacja wygląda inaczej w perspektywie zaprawionych w boju artystów. Z zawodowcami można dogadać się bez słów. Tego rodzaju ludzie lubią się bawić, często otaczając się pięknymi kobietami, dostatkiem i dobrym alkoholem. Jednak w sytuacji nagrania, są skupieni i pełni energii. Znający swoją wartość oraz chwilę w jakiej się obecnie znajdują.
    Jako osoba, która miała przyjemność współpracować z całym przekrojem artystów, zdecydowanie stawiam na osoby doświadczone. Mimo wszystko jestem otwarty na nowych artystów i świeżą współpracę.
  • Od ilu lat układasz sobie życie w Stanach Zjednoczonych?
    Big Polish: Tutaj pojawi się prawdopodobnie największe zaskoczenie, ponieważ w Stanach Zjednoczonych jestem od 3 miesięcy. Nie wiem, w jaki sposób to wszystko stało się w tak szybkim tempie. Do Nowego Jorku przyjechałem w poniedziałek. We wtorek siedziałem na nagraniu w Warzone Park Studio. Po 3 tygodniach zgłosiłem się do ogłoszenia zamieszczonego przez Swipey’iego na Instagramie, ponieważ poszukiwali realizatora do 38 Studio. O 24’ wsiadłem w taksówkę i pojechałem na Manhattan. Los chciał, że przypadłem im do gustu i zostałem tam na zawsze. To właśnie oni wymyślili mi ksywkę Big Polish. Nie ważne ilekroć przedstawiałem się jako Matt, oni i tak nazywali mnie Big Polish. Tak już zostało; tak się przyjęło. Oni lubią ten pseudonim.
    Sprawy wyglądałyby zdecydowanie inaczej gdyby nie fakt, że kroki w kierunku amerykańskiej kariery podjąłem już w Polsce. Pracując w Uniq Studio; często za darmo mixowałem utwory wykonawców takich, jak Dre Nello z Atlanty lub Nowo-Jorskich raperów z podziemia. Długotrwała współpraca narodziła kontakty i możliwości, które natychmiastowo pozwoliły mi działać od momentu postawienia mojej nogi na terenie Stanów Zjednoczonych. Niewątpliwie bez pomocy Akina, nie byłbym tym, kim jestem teraz. Jego liczne kontakty oraz rozsławione imię na nowojorskiej scenie sprawiło, że w bardzo szybki sposób odnalazłem swoje miejsce w amerykańskiej branży muzycznej.
  • Już mniej więcej przedstawiłeś nam swój punkt widzenia na temat tego, czego brakuje na polskiej rap scenie. Czy doświadczając zarówno polskiej, jak i amerykańskiej muzyki -byłbyś w stanie wskazać jeden, dwa lub nawet trzy elementy, które zaskoczyły Cię za Oceanem i które wprowadziłyby naszą krajową branżę muzyczną na wyższy level?
    Big Polish: Bardzo duże wrażenie wywarło na mnie podejście do wykonywanego zawodu oraz sposób traktowania drugiego człowieka. U nas wygląda to trochę inaczej. „A dałoby radę coś za darmo nagrać? A chociaż próbkę, żebym zobaczył jak to brzmi, a może byś jakiegoś mix’a mi zrobił, bym zobaczył jak hula?”. Zrozumienie kwestii, że muzyka to praca, zdecydowanie wprowadziłoby naszą rodzimą branżę muzyczną na wyższy level. Pominę już przekonanie większości Polaków, że muzyka i film jest za darmo. Nic nie jest za darmo.
    I żebym nie wyszedł na sztywniaka… Muzyka to również zabawa, tyle że w etapie końcowym. Kiedy wspólnie ze znajomymi oglądasz teledysk mający na koncie setki tysięcy wyświetleń. Wtedy jest zabawa. Każdy poprzedni krok i etap to tyrka i wielogodzinne siedzenie nad materiałem pełnym wątpliwości.
    Duże wrażenie wywarło na mnie równe traktowanie artystów, producentów i realizatorów. Wielu polskich artystów ma dość mocno wygórowane ego. W Stanach ludzie zachowują się trochę inaczej. Nikt nie musi nikomu nic udowadniać, a ludzie działający z telewizją lub osobami takimi jak, np.: Six Nine, są wdzięczni za poświęcony im czas oraz współpracę.
  • A w czym my z kolei jesteśmy lepsi? (nawiązując do wcześniejszego pytania)
    Big Polish: Nasza twórczość jest zdecydowanie bogatsza w warstwę liryczną i przekazową. To rzadkość na amerykańskiej scenie. Znajdą się jednak ludzie, którzy nadal uskuteczniają tego rodzaju nurt. Większość amerykańskich raperów skupia się jednak na tym, co znamy od wielu lat. Laskach, furach i rozpustnym życiu. To zdecydowanie poróżnia nas od ichniejszej sceny. W naszej rodzimej twórczości znajdziemy zdecydowanie więcej przekazu, życiowej mądrości oraz zabiegów liryczno-technicznych.
  • Jest szansa, że w przyszłości zajmiesz się, np. managerką i będziesz takim łącznikiem między polską i amerykańską sceną? Twoje doświadczenie, wiedza, kontakty na pewno są cenne i warto byłoby z nich skorzystać…
    Big Polish: Kooperacja z artystami na arenie międzynarodowej byłaby niewątpliwie ciekawym etapem w mojej karierze. Przebywając na co dzień w amerykańskich kręgach muzycznych dostaję wiele informacji z pierwszej ręki. Często są to informacje z życia prywatnego, nadchodzące kontrakty z przyszłymi gwiazdami lub finanse i historie różnych artystów. Mocna karta przetargowa jakiej inne portale mogłyby pozazdrościć. Wielu z moich znajomych nie wierzy w przekazywane przeze mnie informacje dopóki nie zobaczą newsa na własne oczy; 24 godziny później.
  • Nie wiem, jak bardzo obserwujesz to, co aktualnie dzieje się w polskiej rap-grze, ale bardzo ciekawy (spokojnie można nazwać go historycznym) projekt tworzy DJ Decks. Poznańska legenda pracuje nad „Mixtape 7: Dziedzictwo”, na którym znajdziemy utwory w kooperacji polskich i amerykańskich artystów. Co sądzisz o takich inicjatywach? (klikając tutaj! znajdziecie część ujawnionej listy gości)
    Big Polish: Nie jestem zbyt mocno zakorzeniony w rodzimej scenie, więc ciężko wypowiedzieć mi się na temat polskich artystów. Mimo wszystko, współprace międzynarodowe to bardzo prestiżowy i warty uwagi temat. Łączenie międzynarodowych stylów muzycznych zdecydowanie rzuca świeży pogląd na polską scenę muzyczną.
    Co do projektu Dj Decks’a – przejrzałem listę gości ujawnionych na płycie. Większość z nich to weterani sceny. Zakładam, że jest to również uwarunkowane rocznikiem Decks’a, który wychował się na zupełnie innej szkole; w odróżnieni od młodego pokolenie. Każde pokolenie ma swoje gwiazdy i styl.
  • Odbyły się już trzy edycje „Rap Nokaut”, czyli pierwszej polskiej ligi battle rap. W Stanach walki acapella są bardzo popularne – czy masz jakiś pogląd na ten temat? Może byłeś na tego typu bitwie?
    Big Polish:
    Ilość realizacji, jakie wykonuje na co dzień sprawia, że w czasie wolnym nie mam ochoty słyszeć słowa „muzyka”. Ludzie często pytają: jakiej muzyki słuchasz? Nie słucham muzyki – odpowiadam. Budzi to skonsternowanie na twarzach pytających. Bardzo często nie sprawdzam nawet muzycznych newsów ani imprez typu: koncerty lub bitwy freestyle’owe.
    Nie zmienia to faktu, że ilość tego rodzaju eventów w Stanach jest niepoliczalna. Freestyle’e, acapella’e, bitwy beat maker’ów lub producentów to szara codzienność. Wystarczy wejść do pierwszego lepszego rapowego klubu, żeby stać się częścią dziejącego się na żywo event’u. Mimo wszystko trzymam kciuki za rozwój tego rodzaju imprez w Polsce. Bez wątpienia ma to wpływ na rozwój artystów oraz polskiego przemysłu muzycznego. Gratulacje dla Rap Nokaut za wyjście z tego rodzaju inicjatywą.

    Od siebie: Chciałbym podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do mojego sukcesu oraz pomogli mi w rozwijaniu swojej kariery i marzeń. Wielki shoutout dla Uniq Sound Studio: za lata współpracy, naukę tajnikowej wiedzy oraz zaangażowanie w szlifowaniu mojego profilu zawodowego. Dziękuje Markowi Dziedzicowi, Akinowi, rodzinie oraz swojej ukochanej, która każdego dnia motywowała swojego śmierdzącego lenia do pchania tematu naprzód. Dziękuję również RapNews.pl za poświęcony mi czas oraz przeprowadzony wywiad.

Rozmowę przeprowadził: Patryk Fent dla rapnews.pl.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ